
Przez lata słyszałam, że jestem zbyt delikatna, że trzeba rozpychać się rękami. Czy oby na pewno? Bardzo dużo czasu zajęło mi zaakceptowanie swojej wrażliwości i zrozumienie, że to nie słabość. Wręcz przeciwnie – trzeba ogromnej siły, aby ją unieść. Dzisiaj jestem dumną posiadaczką tej cechy. Oswoiłam się z nią, bo będzie ze mną zawsze.
Zadbaj o siebie
Wymaga to systematycznej pracy nad sobą i wyciągania właściwych wniosków z trudnych doświadczeń. Ale jest to możliwe – można być jednocześnie silnym psychicznie i wrażliwym emocjonalnie. Nie chodzi o „zbrojenie się”, lecz o umiejętność regulowania emocji i patrzenie z właściwej perspektywy dzięki wewnętrznemu ugruntowaniu.
W związku z tym, że będzie mi towarzyszyć na co dzień, muszę dbać o swoją rezyliencję. To cecha, którą można budować, nawet jeżeli nie posiada się jej z natury. Z pomocą przychodzi tu neuroplastyczność, czyli zdolność mózgu do tworzenia nowych połączeń. Dzięki niej możemy nauczyć się nowych reakcji, które z czasem stają się automatyczne.
Fundament silnej wrażliwości
Jak budować taką odporność? Każdy powinien znaleźć swoje sposoby, ale według mnie kluczowe są cztery filary:
- Higiena psychiczna i emocjonalna – nauka, by nie brać wszystkiego do siebie i wyraźne ustalanie granic.
- Dystans do opinii innych – pamiętanie, że każdy patrzy ze swojej (ukształtowanej przez własne doświadczenia, czasem straumatyzowanej) perspektywy.
- Świadomość granic odpowiedzialności – zrozumienie, że zachowanie innych ludzi nie jest naszym ciężarem.
- Zarządzanie stresem – akceptacja faktu, że stres zawsze będzie częścią życia i nauka radzenia sobie z nim poprzez ćwiczenia relaksacyjne czy praktykę uważności.
Fundamentem tego wszystkiego jest zbudowanie pewności siebie i pozytywne patrzenie na życie – bo trudno ustalać granice komuś, kto sam siebie nie szanuje.
Trudne doświadczenia i świadomość ich znaczenia
Moja odporność budowała się na trudnych doświadczeniach. Chociaż z perspektywy czasu nie patrzę na nie jak na trudne. Jednak w tamtym momencie takie były. Nieraz zaskoczyłam sama siebie tym, że jestem silniejsza niż sądziłam. „Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono”. W ten sposób poznawałam siebie i swoje możliwości. Odporność nie przyszła szybko. Przez długi czas czułam tylko, że jestem w stanie przetrwać, nie załamując się, mimo silnych emocji i wyczerpania.
Przełom nastąpił po latach, gdy wycieńczona pracą postanowiłam zrobić chwilę przerwy i złapać oddech. Zaczęłam po prostu dużo czytać i zgłębiać różne zagadnienia psychologiczne, które kierują nami i naszym życiem. Z czasem wiedza ta zmieniała moją optykę. Małymi krokami coraz częściej towarzyszył mi wewnętrzny spokój.
Grunt to zrozumienie
Czułam, że zaczyna się coś we mnie zmieniać, ale dopiero kolejna praca była sprawdzianem nowej wiedzy. Łatwo nie było, ale ostatecznie egzamin zdałam i namacalnie poczułam, że moja odporność wzrosła, że ja jestem już inna. Silniejsza, spokojniejsza, odważniejsza. Sytuacje, które kiedyś budziły we mnie lęk, dziś dźwigam bez niego.
Dzisiaj podchodzę z wdzięcznością za te trudne chwile, bo bez nich nie byłabym silna, a przynajmniej nie byłabym świadoma, że jestem. Oczywiście silna nie oznacza niezniszczalna. Cały czas trzeba pilnować swoich granic i dbać o swój aksamitny pancerz. Wrażliwość zostaje – to ona jest esencją człowieka, a wokół niej buduję subtelną tarczę, by czuć się bezpiecznie. Wiem, że życie musi czasem przygnieść, tylko wtedy się rozwijamy. Byle nie trwało to zbyt długo, bo życie powinno być piękne. To my jesteśmy kowalami swojego losu – tylko czasem w to nie wierzymy i brakuje nam odwagi, by dokonać zmiany.
A Ty jak budujesz swój aksamitny pancerz?


Dodaj komentarz